Promocji zbioru szkiców poety i krytyka literackiego Piotra Matywieckiego „Wiersz po wierszu” (wyd. IM, 2025) poświęcone było 20 lutego spotkanie w Instytucie Mikołowskim.
Odbyło się ono bez udziału autora, w imieniu którego jego sylwetkę omówił oraz na temat jego książki opowiedział (również) poeta i krytyk Janusz Drzewucki. Całość poprowadził Maciej Melecki. (BP)
Dyskusja poprzedzona została odczytaniem listu Piotra Matywieckiego: „Najserdeczniej dziękuję Instytutowi Mikołowskiemu za edycję „Wiersza po wierszu”. To kolejna już moja książka opublikowana w Waszym wydawnictwie, któremu czuję się wdzięczny i wierny. Dziękuję Iwonie Smolce i Bogusławowi Kiercowi za tak dla mnie zaszczytne noty na okładce. Dziękuję Januszowi Drzewuckiemu za udział w tym wieczorze.
Nie mogę wiedzieć, czy jakąś korzyść odniosą czytelnicy z lektury tej książki. Ale chciałbym zwierzyć się, dlaczego jest ważna dla mnie. Niektóre omawiane wiersze towarzyszą mi od wczesnej młodości, chociaż bardzo długo wstrzymywałem się od pisemnej refleksji na ich temat. Chciałem zachowywać spontaniczność odbioru, a pisemne utrwalenie mogłoby ją niszczyć. Ale na starość doszedłem do wniosku, że zaświadczenie, choćby dla samego siebie, jakie znaczenia moje życie do tych wierszy przywiązywało, będzie sprawiedliwe dla poetyckich przygód. Jednak pisałem te interpretacje w sposób otwarty, nie ograniczając sobie jakichś przyszłych kierunków lektury. Inne wiersze zaskakiwały mnie obcością sensów i domagały się oswojenia. Jeszcze inne frapowały trudnością, pod którą czai się godna respektu tajemnica.
W kilku przypadkach pokusiłem się o rodzaj syntetycznego ujęcia czyjejś poezji, tak poprowadzonego, żeby stało się niejako uogólnionym wierszem wyprowadzonym z całej twórczości autora. Najważniejsze przy wszystkich interpretacjach były dla mnie lekturowe niespodzianki, kiedy jakaś fraza otwierała mi drogi ku znaczeniom, jakich nie byłem świadomy przy lekturze nawykowej albo wstępnej, pobieżnej. Literaturoznawcza wiedza, której na moje możliwości jestem świadomy, niewiele mi pomagała. Nie chciałem, żeby naukowe metodologie krępowały ryzyko samodzielnych poszukiwań, dlatego mieszałem inspiracje z najróżniejszych, nawet sprzecznych tradycji. Najbliższe były mi ujęcia fenomenologiczne, najdalsze – strukturalistyczne. Zapuszczałem się też ścieżkami lektury poza jakąkolwiek poznawczą rutynę. Książkę kończę trzema porównawczymi próbami – rozważam w nich wspólnotę motywów, która pozwala na sugestię niedostrzeżonych dotąd toposów. A czy cały ten zbiór interpretacji nie jest próbą ustanowienia mojego prywatnego toposu toposów, w którym poszczególne wiersze wielu poetów tworzą intymny kosmos znaczeń? Sądzę, że każdy czytelnik poezji taki topos toposów dla siebie wypracowuje. Chciałem być jednym z takich osobnych i powszechnych czytelników.”


Drodzy Mikołowianie
Za nami kolejny Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jeśli uświadomimy sobie, że ten narodowy zryw Polaków do wspólnego pomagania trwa już prawie trzy i pół dekady, rzeczywiście można się zdziwić, jak szybko mija czas.
Więcej…