Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Artykuły

01.01.2018_19

Pióro, pędzel i krzyżujące się klingi

Ksenia Grzesica zachęcała do korzystania ze słownika, a Czesław Miłosz do dalszego pisania

24012018

Pochodząca z Mikołowa, a mieszkająca od lat we Francji Anna Synoradzka–Demadre, opublikowała biografię Jerzego Andrzejewskiego.

< Pochodzisz z Mikołowa, ze znanej w mieście prawniczej rodziny, a sama skończyłaś polonistykę. Prawo cię nie pociągało?
– Nie, prawo mnie zupełnie nie pociągało. Studia prawnicze mnie raczej przerażały, gdyż kojarzyły mi się z widokiem brata, który całymi nocami wkuwał paragrafy. O polonistyce pomyślałam z pewnością dzięki temu, że w liceum miałam znakomitą nauczycielkę tego przedmiotu, panią profesor Ksenię Grzesicę. Odegrała zasadniczą rolę w moim życiu nie tylko dlatego, że pokazała, jak fascynujące może być analizowanie tekstu literackiego. Ona przede wszystkim przywróciła mi w dużym stopniu poczucie wiary w siebie. W szkole podstawowej doświadczyłam wielu przykrości z tego powodu, że pisząc, robiłam potworne błędy ortograficzne. Śmiano się ze mnie, wykluczano z olimpiad – czułam się trochę jak ktoś upośledzony psychicznie. W tamtych czasach nie diagnozowano jeszcze dysleksji, w każdym razie nikt o takim źródle moich kłopotów wtedy nie pomyślał. Pani Ksenia Grzesica o dysleksji też nic nie mówiła, ale do mojej ułomności podeszła w zupełnie inny sposób niż czynili to moi nauczyciele w podstawówce i niektórzy bliscy: wystawiała mi oceny wyłącznie za zawartość merytoryczną prac pisemnych. Chyba tylko raz dopisała delikatną uwagę, która brzmiała: „Aniu, korzystaj ze słownika.” Potem już było tak, że przez cztery lata liceum liczyły się dla mnie właściwie wyłącznie lekcje polskiego, tak pokochałam ten przedmiot, dzięki dobroci i mądrości pedagoga.
Inna rzecz, że – studiując polonistykę – miałam poczucie winy, gdyż te studia to w gruncie rzeczy była dla mnie czysta przyjemność. Wątpliwości jeszcze wzrosły, gdy zastanawiałam się nad wyborem zawodu polonisty uniwersyteckiego. „Jak to – myślałam wtedy – więc wolno całe życie udawać, że się pracuje, gdy tymczasem człowiek cały czas sprawia sobie przyjemność: czyta i rozmawia o lekturach z innymi, którzy też czytać lubią?” To były kompleksy być może charakterystyczne dla mojego pokolenia, a może dla środowiska: Śląsk – miejsce, gdzie górnicy nie tylko harują jak woły, ale też ryzykują życie, zjeżdżając do kopalni. Wiele o tym dyskutowaliśmy na seminarium magisterskim z naszym ukochanym Mistrzem, profesorem Ireneuszem Opackim. Odpowiadał, że społeczeństwu jest niezbędna inteligencja wszelakiego rodzaju, a także ludzie zajmujący się sztuką, bo to wszystko się składa na mózg społeczeństwa. Profesor nas przekonał, że dla zdrowia organizmu, którym jest społeczeństwo, istnienie humanistów i artystów jest nie tylko dozwolone, ale konieczne. W rezultacie stało się: wykonuję zawód, który kocham, i który, jak się okazało, może być przydatny nie tylko w Polsce.

Więcej w papierowym wydaniu Gazety Mikołowskiej  

Polecamy w najnowszym numerze - pozostałe artykuły

KALENDARIUM

NA AFISZU

04.01.2018 plakat21.12.2017 plakat 

21.01.2018 plakat 001 13.01.2018 plakat

21.01.2018 plakat 00221.01.2018 plakat 003

 21.01.2018 plakat 00423.01.2018 plakat

10.01.2018 plakat 00121.01.2018 plakat 005

21.01.2018 plakat 00621.01.2018 plakat 007

Przewiń na górę