Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

05.12.2018_17

Magiczne „Miejsce” na Śląsku

31122018

Wojciech Szwiec wydał powieść, której bohaterami są ludzie niebanalni i oryginalni.

Od 27 listopada dostępna jest książka „Miejsce” Wojciecha Szwieca, na co dzień szefa Miejskiej Placówki Muzealnej, pasjonata historii, kolekcjonera starych rowerów, ale również autora kilkunastu filmów dokumentalnych i laureata wielu nagród za nie otrzymanych.

Co to jest za książka?
Najprościej mówiąc, to ponad 100-stronicowa mini powieść, której akcja toczy się w latach 70. XX wieku na Śląsku, konkretnie w Łaziskach Górnych, dlatego na okładce jest rysunek stojącej kiedyś przy byłej ulicy Świerczewskiego wieży wodnej. Jej bohaterem jest około 20-letni mężczyzna, który od niedawna pracuje na kopalni, ale jednocześnie dopiero szuka swego miejsca na ziemi. Wplatam też w to inne postacie, zarówno autentyczne, jak i wymyślone.
Skąd pomysł na taką fabułę?
Na początku wieku pracowałem w Gazecie Łaziskiej, z racji czego bywałem na wielu imprezach, spotykałem się z różnymi ludźmi, z reguły dużo starszymi, bo sam przecież byłem wtedy jeszcze bardzo młody. Miałem to szczęście, że trafiałem na rozmówców, którzy chętnie snuli swe opowieści, nieraz wręcz ze swego dzieciństwa. Spisywałem je, a później skompilowałem na potrzeby mojej fabuły. Można powiedzieć, że były dla mnie inspiracją. Uznałem, że szkoda by było, aby zanikły.
Podaj przykłady.
Chociażby taka historia o Danku. Sprzątał na kopalni i miał dużo pieniędzy, które trzymał w szafie, gdyż utrzymywała go matka, więc swoje mógł odkładać. Rzecz w tym, że on bardzo chciał być kobietą. Wierzył, że kiedyś przyleci UFO i go w tę kobietę zamieni. No i pewnego dnia Danek zniknął… Albo wspomnienie o dwóch kolegach, starszych panach, którzy wspólnie spędzali cały czas w szynku, bo przecież jakoś tę swoją pynzyję musieli wydać. Kiedy jeden z nich umarł, dostał na pogrzebie wieniec z szarfą, na której napisano „Od kolegów z baru”. Był też człowiek, który pędził bimber, a później zapraszał do siebie kolegów na popijawy. Trwało to całe lata, aż kiedyś się zorientował, że wspólnie z nimi pić zaczął jego dorastający syn. Wtedy wziął całą aparaturę, wyniósł z domu i od tego czasu już nie tknął gorzoły. Takich opowieści jest więcej.


Więcej w papierowym wydaniu Gazety Mikołowskiej

Polecamy w najnowszym numerze - pozostałe artykuły

KALENDARIUM

NA AFISZU

30.11.2018 plakat1 00109.12.2018 plakat2 001 

 09.12.2018 plakat 00109.12.2018 plakat 002

10.12.2018 plakat 00110.12.2018 plakat 002

09.12.2018 plakat2 00209.12.2018 plakat 003

09.12.2018 plakat 00409.12.2018 plakat2 003

Przewiń na górę